Menu Zamknij

Modlitwa kontemplacyjna według Tomasza Mertona

Jednym z klasyków współczesnej duchowości chrześcijańskiej był, a właściwie ciągle pozostaje, Tomasz Merton. Do dziś mam na półce kilka jego książek. Pisał o modlitwie i życiu duchowym językiem zrozumiałym nie tylko dla mnichów, ale także świeckich. Jego książki odkrywają dla współczesnego świata ogromne bogactwo katolickiej duchowości chrześcijańskiej. Tym którzy dostrzegają działanie Ducha Świętego we współczesnym Kościele, jako zupełnie nowe doświadczenie obecności Boga warto przypomnieć, że ta obecność ujawnia się w kościele katolickim od samego początku jego istnienia. Książki Tomasza Mertona są dla tych, którzy już wyruszyli w drogę ku Bogu. Nawiązując do całej wielowiekowej katolickiej tradycji, autor daje wiele cennych wskazówek przydatnych do rozpoznania kierunku wędrówki oraz chroni przed zagubieniem i zejściem na manowce. Warto do takiej lektury sięgać często, która może być pożywką dla osobistej medytacji i otworzyć drogę ku kontemplacji Boga. Poniżej przytaczam obszerny fragment dostępnej obecnie książki Tomasza Mertona p.t. “Nowe ziarna kontemplacji”. Tego rodzaju rozmyślanie, jak uczy Katechizm Kościoła Katolickiego, polega przede wszystkim na poszukiwaniu. Duch szuka zrozumienia pytań “dlaczego” i “jak” życia chrześcijańskiego, aby przylgnąć do tego, o co Bóg prosi, i udziela na nie odpowiedzi (KKK 2705).

Katechizm Kościoła Katolickiego o rozmyślaniu i kontemplacji

ks. Tomasz Łach

To nie my postanawiamy się przebudzić, lecz Bóg postanawia, że nas przebudzi.

Kontemplacja to nie wpadanie w trans czy ekstazę, to nie nagłe słyszenie głosów, których nie da się przełożyć na słowa, to nie wizja świetlnych błysków. To nie płomienne i słodkie emocje obecne w religijnej egzaltacji. To nie entuzjazm ani poczucie, że „zagarnia” nas jakaś żywiołowa siła, ani mistyczny szał porywający nas ku wyzwoleniu. Doznania te pod pewnymi względami mogą przypominać kontemplacyjne przebudzenie, bowiem zawieszają zwyczajną świadomość i kontrolę sprawowaną przez empiryczną jaźń. Nie są one dziełem „głębokiej jaźni”, a tylko emocji, somatycznej nieświadomości. Stanowią zalew dionizyjskich mocy „id”. Oczywiście w taki sposób może się przejawiać głębokie i prawdziwe religijne doświadczenie, ale nie ma to nic wspólnego z kontemplacją, o której tutaj mówię.

Kontemplacją nie jest też dar prorokowania. Nie implikuje ona także zdolności do zgłębiania sekretów ludzkich serc. Czasem może to towarzyszyć kontemplacji, lecz nie stanowi jej istoty, dlatego nie można jej mylić z takimi znakami.

Istnieje wiele innych rodzajów ucieczki od empirycznej, zewnętrznej jaźni, które mogą się wydawać kontemplacją, lecz nią nie są. Jednym z przykładów może być poczucie bycia pochwyconym i wyrwanym z głębi siebie mocą zbiorowego entuzjazmu, w totalitarnym pochodzie: przekonanie o własnej nieomylności połączone z nagłym poczuciem partyjnej lojalności, przysłaniające sumienie i rozgrzeszające wszelkie zbrodnicze zapędy w imię Klasy, Narodu, Partii, Rasy lub Sekty. Niebezpieczeństwo i atrakcyjność tych fałszywych mistyk Narodu i Klasy polega dokładnie na tym, że uwodzą i zadowalają tych, którzy utracili świadomość głębokiej czy prawdziwej duchowej potrzeby. Fałszywa mistyka Społeczeństwa Masowego zniewala ludzi oderwanych od siebie i od Boga tak bardzo, że nie są już oni zdolni do prawdziwego duchowego doświadczenia. Jednak to właśnie te namiastki entuzjazmu stanowią „opium dla ludu” przez osłabienie świadomości ich najgłębszych i najintymniejszych potrzeb, separowanie od ich prawdziwych jaźni, usypianie sumienia i osobowości i przekształcanie wolnych, rozsądnych ludzi w bierne narzędzia w ręku potężnego polityka.

Niech nikt nie żywi nadziei, że kontemplacja pozwoli uciec od konfliktu, udręki czy od zwątpienia. Wręcz przeciwnie, głęboka, niedająca się nazwać pewność doświadczenia kontemplacyjnego budzi straszliwą udrękę i rodzi w głębi serca wiele pytań, bolesnych jak broczące krwią rany. Każdemu pogłębieniu pewności odpowiada przyrost powierzchownego „wątpienia”. To wątpienie w żadnym razie nie przeczy prawdziwej wierze, lecz bezlitośnie testuje i kwestionuje fałszywą „wiarę” codziennego życia, ludzką wiarę, która nie jest niczym innym niż bierną akceptacją konwencjonalnej opinii. Ta fałszywa „wiara”, zgodnie z którą często żyjemy i którą nawet zdarza się nam mylić z naszą „religią”, niechybnie zostanie zakwestionowana. Ta męczarnia jest swego rodzaju próbą ognia, w której jesteśmy zmuszeni – przez samą obecność światła niewidzialnej prawdy, która dosięgła nas w ciemnym promieniu kontemplacji – do przeanalizowania, podania w wątpliwość i ostatecznego odrzucenia wszelkich uprzedzeń i konwencji, które dotychczas przyjmowaliśmy jak dogmaty. Czy to oznacza, że prawdziwej kontemplacji nie da się pogodzić z samozadowoleniem i akceptacją subiektywnych opinii? Nie jest to, jak niektórzy sądzą, jedynie bierne przyzwolenie na status quo – bowiem takie podejście sprowadziłoby kontemplację do poziomu duchowej narkozy. Kontemplacja to nie tabletka przeciwbólowa. Jakiż to holocaust dokonuje się podczas tego ciągłego spalania na popiół starych, zużytych słów, wytartych klisz, sloganów, racjonalizacji! Najstraszniejsze jest jednak to, że ogień pochłania nawet pozornie święte koncepcje. Przeraża sposób, w jaki obalane i palone są bożki, w jaki sanktuarium jest oczyszczane z kamiennych figur postawionych tam, gdzie – zgodnie z nakazem Boga – nie powinno nic się znajdować: w centrum egzystencjalnego ołtarza, który po prostu „jest”.

W końcu kontemplatyk doznaje udręki, gdy zaczyna pojmować, że już nie wie, czym jest Bóg. Może, lecz nie musi, miłosiernie uświadamiać sobie, że ostatecznie odnosi korzyść, ponieważ „Bóg nie jest czymś”, nie jest „rzeczą”. Jest to właśnie jedna z najważniejszych cech doświadczenia kontemplacyjnego: uświadomienie sobie, że nie ma „czegoś”, co można by nazwać Bogiem. Nie ma „takiej rzeczy” jak Bóg, bo Bóg nie jest ani „czymś”, ani „rzeczą”, lecz czystym „Kimś”**. On jest „Ty”, przed którym nasze najgłębsze „ja” budzi się do świadomości. On jest Jestem, przed którym powtarzamy jak echo naszym najbardziej osobistym i niezbywalnym głosem: „Ja jestem”.

Tomasz Merton “Nowe ziarna kontemplacji”

 

Piękno i wartość modlitwy nie-swoimi-słowami, czyli psalmy Dawida

Dziś kolejny wieczór modlitwy. Tematem będzie modlitwa nie-swoimi-słowami, czyli o tym, dlaczego warto modlić się słowami psalmów.

Psalmy stanowią syntezę całej pobożności Starego Testamentu. W nich, bardziej niż w jakiejkolwiek innej księdze, czuje się objawienie, tzn. mowę Boga do człowieka, ale także mowę człowieka do Boga – modlitwę.

Psalmy były i są ciągle czytane, gdyż dotykają w swej treści różnych spraw życiowych. Można nimi wypowiadać przed Bogiem: radość i smutek, uwielbienie i bunt, nadzieję i miłość; można przypominać dzięki nim czasy minione, ale też snuć perspektywy co do przyszłości. Nic też dziwnego, że chrześcijaństwo, które wyrosło w kontekście tych wszelakich sposobów wypowiadania swych spraw przed Bogiem-Jahwe, nie pozbawiło się tego bogactwa, owszem, Księgę Psalmów uczyniło swoją księgą modlitwy. Paweł uczy, iż „mamy przemawiać do siebie w Psalmach i hymnach, i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Pana w sercach naszych” (por. Ef 5, 19; Kol 3, 16; Jk 5, 13).

Aby móc w pełni korzystać z głębokiej treści Psalmów, trzeba je czytać głośno jako modlitwę lub pieśń religijną. Ale i to nie wystarczy. Należy je także studiować, by lepiej je zrozumieć, a tym samym lepiej się modlić. Należy doszukiwać się ich właściwego sensu, aby tym bardziej cieszyć się pięknem i bogactwem ich ducha. Z tego względu zawsze praktykowano w Kościele wyjaśnianie Psalmów, zwracając uwagę na ich aktualne znaczenie pierwotne i trwałe bogactwo treści.

(źródło https://www.karmel.pl/modlitwa-psalmow-1/)

Tekst dzisiejszych nieszporów

Czym jest modlitwa (tekst św. Augustyna o modlitwie z poprzedniego wieczoru modlitwy)

Dyżur w konfesjonale – ks. Tomasz

Osoby, które by chciały skorzystać z sakramentu pokuty informuję, że zasadniczo spowiadam na mszy świętej o godz. 6.30, z wyjątkiem środy, oraz w każdą środę od 18.45 do tak zwanego “oporu”. 😉

ks. Tomasz Łach sdb

Błogosławionych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego

Są w życiu sytuacje beznadziejne.
Są w życiu sytuacje bez wyjścia.
Na pewno umrzemy.
Przyjdzie czas, że ludzie o nas zapomną.
Po jakichś 50 latach nikt już nie będzie w stanie skojarzyć napisu na nagrobku z naszą twarzą.
To wszystko niewątpliwie jest przed nami.
Bądźmy gotowi wejść do grobu.

Jednak to, co się wydarzyło w  wielkanocny poranek, zasadniczo zmienia postać, nie tylko rzeczy, ale przede wszystkim nas, ludzi.

Niech Chrystus Zmartwychwstały wyprowadzi nas z naszych ciemności, skruszy serca z kamienia, a da serca z ciała, tętniące Jego życiem.

Mocy tajemnicy paschalnej, błogosławionych i radosnych Świąt Wielkiej Nocy życzę wszystkim i mimo wszystko.

ks. Tomasz Łach sdb 

Droga krzyżowa – piątek 22 marca

Nasza wspólnota animuje nabożeństwo Drogi Krzyżowej dla dorosłych. Tutaj jest dostępny tekst rozważań.

Przewodniczy ks. Tomasz, a rozważania przy poszczególnych stacjach czytają:

Marcin: 4
Adam: 8
Bogusz: 14
Krzysiek K: 2 i 12
Krzysiek N: 5
Robert: 7
Rafał K: 9 i 11
Łukasz: 1,6
Maciek: 3
Konrad: 13
Sebastian: 10