Menu Zamknij

Błogosławionej Paschy Zmartwychwstania

Zbliżają się dni pamiątki przejścia naszego Pana Jezusa Chrystusa z tego świata do Ojca. Na czas Triduum Paschalnego i Świąt Wielkiej Nocy. Niech to będzie błogosławiony czas umierania i zmartwychwstawania. Trwajmy w ciszy i czuwaniu aż do Wigilii Paschalnej. Oddajmy Panu Bogu ducha tak, jak to uczynił Pan Jezus. Pozwólmy, aby nas wyprowadził z grobu grzechu do światła Jego Miłości. Świętujcie w Bogu i wśród swoich. Do zobaczenia, usłyszenia i napisania w Poniedziałek Wielkanocny.

ks. Tomasz

Sto albo więcej zabobonów ojca Bocheńskiego

Zapraszam do wspólnej lektury książki, która na mnie zrobiła, i robi po dziś dzień, ogromne wrażenie. Jest to “100 zabobonów” o. Józefa Bocheńskiego. Proponuję osobną grupę na Skype, dla chętnych, którzy by chcieli porozmawiać na temat któregoś z nich. Dzisiejsze słówko było właściwie streszczeniem przedmowy tej książki. Zamieszczam rysunek, który jest streszczeniem całej wieczornej pogadanki.

A tu jest link, gdyby ktoś chciał do grupy dołączyć: https://join.skype.com/mgTWDEhx4duh
Tu jest link do książki: http://100-zabobonow.blogspot.com/

Ustalimy termin pierwszego spotkania przez Skype.

ks. Tomasz

Pasterz i świadek


Chciałbym zaproponować do obejrzenia film dokumentalny o księdzu biskupie Kazimierzu Kardynale Świątku. To kapłan, który pracował na Białorusi. Przesiedział 10 lat w łagrach sowieckich. O nim ten film. Osobiście bardzo cenię sobie dobre filmy dokumentalne. W przeciwieństwie do filmów fabularnych są na wskroś prawdziwe. Oczywiście przy założeniu, że wiernie przedstawiają rzeczywistość taką, jaka ona jest. Pamiętam, że w czasach PRL-u filmy dokumentalne musiały zawierać elementy propagandy ideologicznej. Z założenia były więc musiały pewne rzeczy pomijać milczeniem, a inne zniekształcać. Inaczej to wygląda w filmie “Pasterz”. Słuchamy relacji naocznego świadka, jednej z milionów ofiar systemu komunistycznego terroru. Jednej z nielicznych, którym udało się przeżyć. Warto posłuchać relacji księdza biskupa i przypomnieć sobie, jak będzie wyglądać świat, w którym na serio bierze się ideologię: Marksa, Lenina, Stalina i jemu podobnych.

Filmy dokumentalne, jeśli są rzetelnie zrobione, pozwalają nam nawiązać kontakt z rzeczywistością. Nic tak bardzo nie pociąga jak prawda. Sam pamiętam, z jakim zainteresowaniem słucham opowieści najstarszych członków mojej rodziny o tym, jak to było w czasie wojny, czy w pierwszych latach Polski ludowej. Jeszcze niektórzy z nich żyją. Mają ponad 80 lat, ale to, co przeżyli ma ogromną wartość. Z jednej strony to relacje naocznych świadków, a z drugiej lepiej pozwala poznać warunki życia, które ich ukształtowały. Zamiast oglądać trzymające w napięciu fabularne thrillery lub filmy akcji zdrowiej będzie w tym czasie kwarantanny posłuchać autentycznych świadków minionego czasu.

W tradycji biblijnej starsi byli nie tylko źródłem informacji, ale przede wszystkim nauczycielami mądrości. Wbrew pozorom ludzie tak szybko się nie zmieniają, a postęp nie dezaktualizuje dziedzictwa przeszłych pokoleń. Warto o tym pamiętać, gdy tak wielu seniorów przegrywa walkę z koronawirusem.

ks. Tomasz

Najpierw posłuchajcie ….

A jak wam minął ten tydzień? Dużo czasu zmarnowaliście? Mnie się to czasem zdarza. Kiedy sobie pomyślę, co zrobiłem wieczorem i dochodzę do smutnego przekonania, że … niewiele. Dzień przeżyty bez sensu? Bez wartości? Czy Pan Bóg mi tego dnia nie zaliczy?

Pytanie abba Sisoesa nie jest zbytnio intrygujące. Nic nieznaczącym towarzyskim zagajeniem: “Jak idzie?” “Po japońsku, jakotako” – chciałoby się odpowiedzieć. A może Sisoesowi chodzi o coś zupełnie innego? Jak tam twój trud? Posuwasz się do przodu? Stoisz w miejscu, czy jest postęp? Zapytany wzdycha zniechęcony. Może nawet jest załamany: “Straciłem dzień, ojcze!”.

Również i na nas przychodzą chwilę zniechęcenia. Trudzimy i nie widzimy efektów naszej pracy. Może być jeszcze gorzej. Widzimy stratę czasu, szansy, która nam umknęła. Kolejny dzień i kolejna porażka. Czy naprawdę? A przecież może być tak, że ktoś mógł zrzeszyć, a nie zgrzeszył. Szansa bezpowrotnie minęła. Mógł oszukać, a nie oszukał. Mógł powiedzieć coś przykrego bliźniemu, a nie powiedział. Miał szansę zemścić się, a tego nie uczynił. Strata może więc dotyczyć nie tylko dobra, ale i zła. Ściślej mówiąc, może być dobra lub zła strata. Z zastrzeżeniem, że drugie zdanie jest odwrotnością pierwszego. Dobrze się dzieje, że tracimy okazję uczynić coś złego. Natomiast źle się dzieje, gdy zaniedbując dobro, tracimy szansę, aby je uczynić. Pamiętamy też słowa Pana Jezusa z ewangelii: Kto chce zachować swoje życie, straci je. Kto straci swe życie z powodu Mnie i ewangelii, ten je zachowa. (por. Łk 9, 24). Poczucie straty może być więc niejednoznaczne. Nie ono się liczy tak naprawdę, ale to, co tracimy. Jest jedno słowo, bardzo podobne do czasownika “stracić”. Tym słowem jest “zmarnować”. Zmarnować, to znaczy nie wybrać tego, co dobre. Zaniedbać dobro. Jeśli tracimy okazję do grzechu, nic się nie marnuje. Wręcz przeciwnie. Zyskujemy: wolność, pokój, zwycięstwo. Strata dobra zawsze jest zmarnowaniem.

Sisoes jakby tego wszystkiego nie miał rozumiał. Czyżby podchodził lekceważąco i lekkomyślnie do swego postępowania? Skoro dziękuje Bogu, kiedy traci dzień? Problem w tym, że nie wiemy, co stracił. Może właśnie kolejną okazję do grzechu? A nawet gdyby zgrzeszył, to wie, że jest w ręku Boga i dopóki On jest przy nim, to może wiele stracić bez zmarnowania. Jeśli zgrzeszy, nie pozwoli, traci nadziei. Wierzy, że Pan da mu szansę pokuty i poprawy. Wie, że idzie, ale jeszcze nie doszedł. Jest w drodze. Podobnie jak my. Mijają kolejne godziny, dni, tygodnie i lata, a my ciągle idziemy. Byle do przodu. Przyjdzie kiedyś pewnie taki moment, gdy czas się dla nas zatrzyma. Wtedy i my się zatrzymamy, ale póki co idziemy. Zyskujemy albo tracimy. Jeśli zachowamy w sercu nadzieję i miłość, to Pan nie pozwoli, żebyśmy poszli na zatracenie. Dlatego trzeba dziękować i ciągle zaczynać od nowa.

ks. Tomasz

Cień ojca

Gdy oni odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu … (Mt 2, 13)

Dzisiaj mamy w kościele Dzień Ojca. Zastanawia mnie, dlaczego liturgia wspomina św. Józefa tylko dwa razy: dziś, 19 marca – Oblubieńca NMP i 1 maja -Józefa Robotnika. Maryja ma chyba tyle świąt ile każda z pań ubrań w swojej szafie. 😉 Oczywiście jest jeszcze Boże Narodzenie, ale tam Józef jest jakby tłem dla dzieciątka i Maryi. Acha, jest jeszcze Niedziela Świętej Rodziny, przecież, ale to i tak niewiele w porównaniu … I żeby się chociaż raz odezwał. Czy rzeczywiście nie wypowiedział, żadnego zdania, które warto byłoby zapisać w ewangeliach? Milczący, pozostający w cieniu wielkich dzieł Bożych. Dobrze wychował Syna, ale już nie widział tłumów, które za nim chodziły. Nie pochwalił się sąsiadom: “O, to mój Syn, prawda, że nieźle sobie radzi?”. Wiedział, że nie on jest ojcem, który dał życie Jezusowi, ale wiedział też, że Jezus na pewno jest Synem jego żony. Zresztą, co to za różnica? Syn, to syn. Trzeba przyjąć i wychować. Więc ucieka z nimi do Egiptu. Wraca po śmierci Heroda. Buduje dom w Nazarecie i trzydzieści lat uczy małego Jezuska stać się Jezusem, Panem, prorokiem potężnym w czynie i słowie. Milczący świadek wcielania się Boga w dojrzałe człowieczeństwo. Często teologowie podkreślają, że gdyby Maryja nie powiedziała Gabrielowi  fiat – tak, niech mi się stanie według twego słowa – wcielenie nie doszłoby do skutku. Nie ujmując nic Matce Bożej, przecież Józef też posłuchał anioła, który przemówił do niego we śnie i zrobił tak, jak mu polecił. Wziął w nocy,  dziecko i jego Matkę i udał się do Egiptu. Zrobił, co trzeba było i wtedy, kiedy było trzeba. I  potem przez wiele lat wstawał rano. Szedł do pracy. Wracał do domu, do rodziny. Milczący, ale działający w sposób przemyślany i zdecydowany. Czy nie mając więcej informacji o Józefie w ewangeliach możemy w jakiś sposób pokusić się o zrekonstruowanie cechy jego charakteru? Czy możemy domyślać się jaki rzeczywiści był Józef, mąż Maryi?

Jest takie przysłowie: “Jakie matki, takie natki”. Męska wersja brzmi: “Jacy ojcowie, tacy synowie”. Dlatego ludzie mówili o Chrystusie, “Czyż to nie jest Jezus Syn Józefa”? Syn wtedy staje się podobny do ojca, kiedy ten jest dla niego wzorem, autorytetem. Niewątpliwie takim był Józef dla Jezusa. Kochał Maryję, dlatego Jezus z takim szacunkiem i delikatnością odnosił się do kobiet. Dobrze, nauczył go zawodu, dlatego po przypowieściach tzw. technicznych: o budowie domu, o winnicy, o gospodarzu, a nawet o talentach, słuchacze widzieli w nim człowieka twardo stąpającego po ziemi. Warto zwrócić uwagę na ten fakt. Pan Jezus chyba nigdy nie opowiadał ludziom bajek. To były historie zaczerpnięte z realnego życia i prowadzące do życia. Dlatego miały i mają po dziś dzień taką moc przekonywania. Pan Jezus nie wymyśla nam świata alternatywnego. On go widzi i opisuje. Od kogo się tego nauczył? Sądzę, że przede wszystkim od Józefa.

Dzisiaj Dzień Ojca. Można ich wspomnieć. Za zmarłych się pomodlić. Do żyjących się życzliwie odezwać. Każdy chłopiec, który przez odpowiedzialne ojcostwo, chce stać się mężczyzną, powinien zaprzyjaźnić się ze świętym Józefem. Nauczy się milczeć, kiedy trzeba. Działać, jak trzeba. A jeśli trzeba będzie uciekać, to nie od odpowiedzialności za rodzinę, ale odpowiedzialnie z rodziną. Kto wie, co też jeszcze mogą wymyślić współcześni Herodowie? Święty Józefie, módl się za nami, ojcami.

ks. Tomasz

Życie wspólnoty w czasie kwarantanny

Pozostajemy w roztropnym odosobnieniu, ale trwamy we wspólnocie i możemy się spotykać inaczej. Ogłaszam więc, co następuje:

  • do komunikacji wykorzystujemy komunikatory WhatsApp i Skype; w przypadku problemów z zainstalowaniem służę pomocą
  • spotkania wtorkowe będą odbywać się przez Skype w grupie “Effatha – Staniątki”; link do grupy: https://join.skype.com/duuaSM9MRbpp
  • codziennie o 21.30 zapraszam na salezjańskie słówko wieczorne (3-5 minut), które będzie skierowaniem, zwyczajem ks. Bosko, kilku dobrych myśli na dobranoc; słówko będzie zawierało treści dostosowane również do dzieci, można więc posłuchać razem w rodzinie
  • zachęcam do rodzinnych spacerów, co w niedzielę z radością odnotowałem już niektórzy stosują
  • gdyby ktoś miał trochę czasu i zechciał wrzucić trochę zdjęć do galerii na stronę, to byłym wdzięczny; chętnych proszę o kontakt
  • módlmy się w naszych rodzinach wytrwale, ale z umiarem pamiętając, że dzieci mają inny próg odporności na praktyki pobożne; dbajmy o modlitwę serca i pamięć o Bogu, choćby praktykując Modlitwę Jezusową
  • msze w naszym kościele są odprawiane według rozkładu, lecz zachęcamy, żeby roztropnie w nich uczestniczyć, to znaczy przede wszystkim niech będą ci, którzy zamówili intencje

Uwaga! Nawiązanie połączenia przez Skype z grupą “Effatha – Staniątki” powoduje, że połączenie dociera do WSZYSTKICH uczestników. Jeśli chcemy sobie z kimś pogadać, lepiej będzie wybrać konkretną osobę albo stworzyć sobie grupę kolegów lub koleżanek. 😉 Umówmy się, że grupa “Effatha – Staniątki” będzie wykorzystana głównie do tzw. oficjalnych i wspólnotowych, wcześniej zapowiedzianych połączeń. Niektórzy są w pracy i nie mogą rozmawiać o każdej porze. Dziękuję w imieniu pracujących.

Dobrze, że jesteście. Trzymajmy się razem, bo Pan jest tam, gdzie gromadzimy się w Jego Imię.

ks. Tomasz Łach

Nic już nie będzie takie jak było, ale może być lepiej

Przeżyliśmy kolejne święta Bożego Narodzenia. Nowy rok rozpocznie się za kilka godzin. Pytanie o ten czas, który nadchodzi jest dla nas zagadką, ale jednocześnie zadaniem. Nie wszystko będzie od nas zależało w tym roku, ale to nie znaczy, że nic. Jednakże pewien wpływ na życie swoje, czy też innych, mamy. Pan Bóg daje nam wolność, może i w ograniczonym zakresie, ale jednak. Słowo stało się ciałem i dało nam moc, abyśmy się stali dziećmi Bożymi. (J 1,12) My mamy namaszczenie od Świętego (1J 2,20), czyli od Boga – Ojca, Syna i Ducha, który wzmacnia naszą wolę i sprawia, że możliwe jest zapanowanie nad czasem, którym zostaliśmy po raz kolejny obdarowani. Życzę wszystkim takiej łaski i umiejętności ogarniania przeróżnych spraw sercem pełnym miłosierdzia i dobroci, bo sami zostaliśmy w ten sposób ogarnięci i przygarnięci do Serca Pana Jezusa.

ks. Tomasz Łach sdb

Nie mam nikogo, kto by mnie wprowadził …

Chrystus wprowadza do wody w sadzawce Betesda człowieka, który od 38 lat cierpi na swoją chorobę. Jest już tak słaby i bezradny, że sam nie może wejść do niej, kiedy następuje poruszenie wody. Pośród nas jest wielu takich ludzi: chorych, bezradnych, przygniecionych ciężarem choroby, grzechu lub po prostu trudami życia. Tak właśnie patrzmy na ludzi wokół nas. Nie osądzajmy pytając: “Kto był większym grzesznikiem, on czy jego rodzice, że mu się to przytrafiło?”. Miejmy odwagę podejść, zapytać, zaproponować, zaprosić. Z dobrocią i miłosierdziem wskazujmy innym drogę do uzdrawiającego źródła. Jeśli nie mogą sami podejść, zaoferujmy pomoc. Podobnie i Szymon stał się Piotrem. Jego brat Andrzej powiedział do niego: “Znaleźliśmy Chrystusa, to znaczy Mesjasza”. A potem przyprowadził go do Jezusa. Pozwólmy więc sobie pomóc i pomagajmy innym. Źródło Kościoła jest czyste, a woda w nim — Duch Święty — ma moc uświęcania, czyli uzdrawiania. Kościół jest dla grzeszników, Effatha tym bardziej. Nie jesteśmy we wspólnocie, aby chlubić się swoją świętością. Jesteśmy po to, żeby pozwolić Bogu, aby nas uzdrawiał i umacniał. Dziękujmy za tych, którzy nas przyprowadzili i bądźmy tymi, którzy przyprowadzają innych.