Menu Zamknij

Błogosławionej Paschy Zmartwychwstania

Zbliżają się dni pamiątki przejścia naszego Pana Jezusa Chrystusa z tego świata do Ojca. Na czas Triduum Paschalnego i Świąt Wielkiej Nocy. Niech to będzie błogosławiony czas umierania i zmartwychwstawania. Trwajmy w ciszy i czuwaniu aż do Wigilii Paschalnej. Oddajmy Panu Bogu ducha tak, jak to uczynił Pan Jezus. Pozwólmy, aby nas wyprowadził z grobu grzechu do światła Jego Miłości. Świętujcie w Bogu i wśród swoich. Do zobaczenia, usłyszenia i napisania w Poniedziałek Wielkanocny.

ks. Tomasz

Garść ogłoszeń

Dziękuję wszystkim za uczestnictwo w życiu naszej wspólnoty w ostatnich trzech tygodniach. Dziękuję za modlitwę i obecność na słówkach wieczornych i konferencjach. Dla wielu był to czas wytężonej pracy, opieki nad dziećmi oraz wysiłku przeorganizowania na nowo życia całej rodziny. Myślę, że dobrym pomysłem będzie poświęcenie najbliższych dni przygotowaniu do Świąt Zmartwychwstania. Zachęcam do uczestnictwa w modlitwie za pośrednictwem transmisji internetowych ceremonii Triduum Paschalnego: w Wielki Czwartek od godz. 18.00, w Wielki Piątek od godz. 17.15, w Wielką Sobotę od godz. 19.00. Ponieważ nie można zapewnić, by w kościele było jedynie 5 osób, osobista adoracja Pana Jezusa w Ciemnicy i Bożym Grobie będzie niemożliwa, ale można brać udział w transmisjach nabożeństw w Wielki Piątek i Wielką Sobotę: o godz. 8.00 – Godzina Czytań i Jutrznia, o godz. 10.00 – Różaniec, o godz. 12.00 – Anioł Pański, o godz. 15.00 – Koronka do Bożego Miłosierdzia.

Zobaczymy jak ułoży się sytuacja w kraju. Po świętach zdecydujemy jak będzie funkcjonować nasza wspólnota w nowych warunkach. Dziś będzie ostatnie słówko w tym tygodniu. Wrócę do was w poniedziałek.

ks. Tomasz

Sto albo więcej zabobonów ojca Bocheńskiego

Zapraszam do wspólnej lektury książki, która na mnie zrobiła, i robi po dziś dzień, ogromne wrażenie. Jest to “100 zabobonów” o. Józefa Bocheńskiego. Proponuję osobną grupę na Skype, dla chętnych, którzy by chcieli porozmawiać na temat któregoś z nich. Dzisiejsze słówko było właściwie streszczeniem przedmowy tej książki. Zamieszczam rysunek, który jest streszczeniem całej wieczornej pogadanki.

A tu jest link, gdyby ktoś chciał do grupy dołączyć: https://join.skype.com/mgTWDEhx4duh
Tu jest link do książki: http://100-zabobonow.blogspot.com/

Ustalimy termin pierwszego spotkania przez Skype.

ks. Tomasz

Pasterz i świadek


Chciałbym zaproponować do obejrzenia film dokumentalny o księdzu biskupie Kazimierzu Kardynale Świątku. To kapłan, który pracował na Białorusi. Przesiedział 10 lat w łagrach sowieckich. O nim ten film. Osobiście bardzo cenię sobie dobre filmy dokumentalne. W przeciwieństwie do filmów fabularnych są na wskroś prawdziwe. Oczywiście przy założeniu, że wiernie przedstawiają rzeczywistość taką, jaka ona jest. Pamiętam, że w czasach PRL-u filmy dokumentalne musiały zawierać elementy propagandy ideologicznej. Z założenia były więc musiały pewne rzeczy pomijać milczeniem, a inne zniekształcać. Inaczej to wygląda w filmie “Pasterz”. Słuchamy relacji naocznego świadka, jednej z milionów ofiar systemu komunistycznego terroru. Jednej z nielicznych, którym udało się przeżyć. Warto posłuchać relacji księdza biskupa i przypomnieć sobie, jak będzie wyglądać świat, w którym na serio bierze się ideologię: Marksa, Lenina, Stalina i jemu podobnych.

Filmy dokumentalne, jeśli są rzetelnie zrobione, pozwalają nam nawiązać kontakt z rzeczywistością. Nic tak bardzo nie pociąga jak prawda. Sam pamiętam, z jakim zainteresowaniem słucham opowieści najstarszych członków mojej rodziny o tym, jak to było w czasie wojny, czy w pierwszych latach Polski ludowej. Jeszcze niektórzy z nich żyją. Mają ponad 80 lat, ale to, co przeżyli ma ogromną wartość. Z jednej strony to relacje naocznych świadków, a z drugiej lepiej pozwala poznać warunki życia, które ich ukształtowały. Zamiast oglądać trzymające w napięciu fabularne thrillery lub filmy akcji zdrowiej będzie w tym czasie kwarantanny posłuchać autentycznych świadków minionego czasu.

W tradycji biblijnej starsi byli nie tylko źródłem informacji, ale przede wszystkim nauczycielami mądrości. Wbrew pozorom ludzie tak szybko się nie zmieniają, a postęp nie dezaktualizuje dziedzictwa przeszłych pokoleń. Warto o tym pamiętać, gdy tak wielu seniorów przegrywa walkę z koronawirusem.

ks. Tomasz

Przekraczanie granic

Dziś zmarł ks. Piotr Pawlukiewicz. Myślę, że większość z nas znała go z jego kazań. Raz go spotkałem, kiedy cztery lata temu miał konferencję dla naszych maturzystów na Jasnej Górze. Nie miałem okazji z nim rozmawiać. Jednak bardzo go ceniłem za to, jak głosił słowo Boże. Miał wyjątkowy dar. Potrafił mówić lekko i z humorem, ale jednocześnie głęboko i mądrze. Krążą w sieci jego kazania i konferencje. Warto do nich sięgać. Może właśnie teraz, kiedy mamy więcej czasu. Od najmłodszych lat pamiętam, że bardzo męczyły mnie kazania. Niewiele rozumiałem. Byłem już wychowywany w komunizmie. Co prawda w jego fazie schyłkowej, ale jednak. Jedną z przyczyn była na pewno nieobecność Kościoła w przestrzeni publicznej. W dodatku szkoła nieprzychylna wobec religii, o której mówiło się tam albo źle, albo wcale. To wszystko sprawiało, że Kościół dla mnie wydawał się środowiskiem zupełnie obcym. Najważniejszy postulat dla księży, którzy mówili kazania był jeden – żeby nie było za długo. Oczywiście były też wyjątki. Byli kapłani, których słuchało się z zapartym tchem. Niemniej takich ja pamiętam niewielu. Myślę, że ks. Piotra można słuchać godzinami. Nie nudzi. Nie moralizuje. Trafia do rozumu i do serca, co wbrew pozorom łatwe nie jest. Myślę, że nam księżom, grozi popadnięcie w dwie skrajności. Z jednej strony podniosły, patetyczny sztuczny bogoojczyźniany ton, a z drugiej tzw. styl luzacki, w którym kaznodzieja chce być bardziej showmanem, niż pokornym sługą słowa. Sądzę, że ks. Piotr potrafił znaleźć tu złoty środek. Słucha się go z ogromnym zainteresowaniem. Mówi z lekkością i poczuciem humoru. A jednak potem przychodzi refleksja, że to, co powiedział było mądre, życiowe, a nade wszystko – Boże. Będzie nam go brakować. Zapisał piękną kartę w najnowszej historii Kościoła w Polsce. Dziękujmy Panu Bogu, że w dobie Internetu i rewolucji cyfrowej dał nam ks. Piotra. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie. +

Najpierw posłuchajcie ….

A jak wam minął ten tydzień? Dużo czasu zmarnowaliście? Mnie się to czasem zdarza. Kiedy sobie pomyślę, co zrobiłem wieczorem i dochodzę do smutnego przekonania, że … niewiele. Dzień przeżyty bez sensu? Bez wartości? Czy Pan Bóg mi tego dnia nie zaliczy?

Pytanie abba Sisoesa nie jest zbytnio intrygujące. Nic nieznaczącym towarzyskim zagajeniem: “Jak idzie?” “Po japońsku, jakotako” – chciałoby się odpowiedzieć. A może Sisoesowi chodzi o coś zupełnie innego? Jak tam twój trud? Posuwasz się do przodu? Stoisz w miejscu, czy jest postęp? Zapytany wzdycha zniechęcony. Może nawet jest załamany: “Straciłem dzień, ojcze!”.

Również i na nas przychodzą chwilę zniechęcenia. Trudzimy i nie widzimy efektów naszej pracy. Może być jeszcze gorzej. Widzimy stratę czasu, szansy, która nam umknęła. Kolejny dzień i kolejna porażka. Czy naprawdę? A przecież może być tak, że ktoś mógł zrzeszyć, a nie zgrzeszył. Szansa bezpowrotnie minęła. Mógł oszukać, a nie oszukał. Mógł powiedzieć coś przykrego bliźniemu, a nie powiedział. Miał szansę zemścić się, a tego nie uczynił. Strata może więc dotyczyć nie tylko dobra, ale i zła. Ściślej mówiąc, może być dobra lub zła strata. Z zastrzeżeniem, że drugie zdanie jest odwrotnością pierwszego. Dobrze się dzieje, że tracimy okazję uczynić coś złego. Natomiast źle się dzieje, gdy zaniedbując dobro, tracimy szansę, aby je uczynić. Pamiętamy też słowa Pana Jezusa z ewangelii: Kto chce zachować swoje życie, straci je. Kto straci swe życie z powodu Mnie i ewangelii, ten je zachowa. (por. Łk 9, 24). Poczucie straty może być więc niejednoznaczne. Nie ono się liczy tak naprawdę, ale to, co tracimy. Jest jedno słowo, bardzo podobne do czasownika “stracić”. Tym słowem jest “zmarnować”. Zmarnować, to znaczy nie wybrać tego, co dobre. Zaniedbać dobro. Jeśli tracimy okazję do grzechu, nic się nie marnuje. Wręcz przeciwnie. Zyskujemy: wolność, pokój, zwycięstwo. Strata dobra zawsze jest zmarnowaniem.

Sisoes jakby tego wszystkiego nie miał rozumiał. Czyżby podchodził lekceważąco i lekkomyślnie do swego postępowania? Skoro dziękuje Bogu, kiedy traci dzień? Problem w tym, że nie wiemy, co stracił. Może właśnie kolejną okazję do grzechu? A nawet gdyby zgrzeszył, to wie, że jest w ręku Boga i dopóki On jest przy nim, to może wiele stracić bez zmarnowania. Jeśli zgrzeszy, nie pozwoli, traci nadziei. Wierzy, że Pan da mu szansę pokuty i poprawy. Wie, że idzie, ale jeszcze nie doszedł. Jest w drodze. Podobnie jak my. Mijają kolejne godziny, dni, tygodnie i lata, a my ciągle idziemy. Byle do przodu. Przyjdzie kiedyś pewnie taki moment, gdy czas się dla nas zatrzyma. Wtedy i my się zatrzymamy, ale póki co idziemy. Zyskujemy albo tracimy. Jeśli zachowamy w sercu nadzieję i miłość, to Pan nie pozwoli, żebyśmy poszli na zatracenie. Dlatego trzeba dziękować i ciągle zaczynać od nowa.

ks. Tomasz

Cień ojca

Gdy oni odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu … (Mt 2, 13)

Dzisiaj mamy w kościele Dzień Ojca. Zastanawia mnie, dlaczego liturgia wspomina św. Józefa tylko dwa razy: dziś, 19 marca – Oblubieńca NMP i 1 maja -Józefa Robotnika. Maryja ma chyba tyle świąt ile każda z pań ubrań w swojej szafie. 😉 Oczywiście jest jeszcze Boże Narodzenie, ale tam Józef jest jakby tłem dla dzieciątka i Maryi. Acha, jest jeszcze Niedziela Świętej Rodziny, przecież, ale to i tak niewiele w porównaniu … I żeby się chociaż raz odezwał. Czy rzeczywiście nie wypowiedział, żadnego zdania, które warto byłoby zapisać w ewangeliach? Milczący, pozostający w cieniu wielkich dzieł Bożych. Dobrze wychował Syna, ale już nie widział tłumów, które za nim chodziły. Nie pochwalił się sąsiadom: “O, to mój Syn, prawda, że nieźle sobie radzi?”. Wiedział, że nie on jest ojcem, który dał życie Jezusowi, ale wiedział też, że Jezus na pewno jest Synem jego żony. Zresztą, co to za różnica? Syn, to syn. Trzeba przyjąć i wychować. Więc ucieka z nimi do Egiptu. Wraca po śmierci Heroda. Buduje dom w Nazarecie i trzydzieści lat uczy małego Jezuska stać się Jezusem, Panem, prorokiem potężnym w czynie i słowie. Milczący świadek wcielania się Boga w dojrzałe człowieczeństwo. Często teologowie podkreślają, że gdyby Maryja nie powiedziała Gabrielowi  fiat – tak, niech mi się stanie według twego słowa – wcielenie nie doszłoby do skutku. Nie ujmując nic Matce Bożej, przecież Józef też posłuchał anioła, który przemówił do niego we śnie i zrobił tak, jak mu polecił. Wziął w nocy,  dziecko i jego Matkę i udał się do Egiptu. Zrobił, co trzeba było i wtedy, kiedy było trzeba. I  potem przez wiele lat wstawał rano. Szedł do pracy. Wracał do domu, do rodziny. Milczący, ale działający w sposób przemyślany i zdecydowany. Czy nie mając więcej informacji o Józefie w ewangeliach możemy w jakiś sposób pokusić się o zrekonstruowanie cechy jego charakteru? Czy możemy domyślać się jaki rzeczywiści był Józef, mąż Maryi?

Jest takie przysłowie: “Jakie matki, takie natki”. Męska wersja brzmi: “Jacy ojcowie, tacy synowie”. Dlatego ludzie mówili o Chrystusie, “Czyż to nie jest Jezus Syn Józefa”? Syn wtedy staje się podobny do ojca, kiedy ten jest dla niego wzorem, autorytetem. Niewątpliwie takim był Józef dla Jezusa. Kochał Maryję, dlatego Jezus z takim szacunkiem i delikatnością odnosił się do kobiet. Dobrze, nauczył go zawodu, dlatego po przypowieściach tzw. technicznych: o budowie domu, o winnicy, o gospodarzu, a nawet o talentach, słuchacze widzieli w nim człowieka twardo stąpającego po ziemi. Warto zwrócić uwagę na ten fakt. Pan Jezus chyba nigdy nie opowiadał ludziom bajek. To były historie zaczerpnięte z realnego życia i prowadzące do życia. Dlatego miały i mają po dziś dzień taką moc przekonywania. Pan Jezus nie wymyśla nam świata alternatywnego. On go widzi i opisuje. Od kogo się tego nauczył? Sądzę, że przede wszystkim od Józefa.

Dzisiaj Dzień Ojca. Można ich wspomnieć. Za zmarłych się pomodlić. Do żyjących się życzliwie odezwać. Każdy chłopiec, który przez odpowiedzialne ojcostwo, chce stać się mężczyzną, powinien zaprzyjaźnić się ze świętym Józefem. Nauczy się milczeć, kiedy trzeba. Działać, jak trzeba. A jeśli trzeba będzie uciekać, to nie od odpowiedzialności za rodzinę, ale odpowiedzialnie z rodziną. Kto wie, co też jeszcze mogą wymyślić współcześni Herodowie? Święty Józefie, módl się za nami, ojcami.

ks. Tomasz

Nie sądź, bo nie wiesz

Starzec rzekł: “Nie pogardzaj tym, kto stoi przed tobą, gdyż nie wiesz, czy w tobie jest Duch Boży, czy w nim. Tym, kto stoi przed tobą, nazywam tego, kto Ci usługuje.

Człowiek, który się wynosi w sercu i innymi pogardza, nigdy nie zazna spokoju. Pogarda rodzi się z osądzania, które najlepiej widać w obmowie, oczernianiu i tak zwanym świętym oburzeniu pobożnych przez duże “P”. Za tą rzekomą troską o zbawienie innych często kryje się głęboka wobec nich pogarda i przekonanie o własnej wartości. A skąd wiesz, czy w tobie jest Duch Boży? Może w tych, nad których się wynosisz? Pyszną wyniosłość bardzo łatwo można zdemaskować. Ona jest ściśle związana z intencją, która stoi za naszymi myślami, słowami i czynami. Intencje zna tylko Bóg i my sami. To my sami najlepiej wiemy, dlaczego coś powiedzieliśmy, albo tak i tak się zachowaliśmy. Chociaż zdarzyć się może też i tak, że to my oszukujemy siebie, przypisując sobie szlachetne zamiary, a tak naprawdę chodzi nam o wygodę, przyjemność lub uznanie, często kosztem wynoszenia się nad innych.  To właśnie dlatego wydajemy się sobie lepsi, niż w rzeczywistości jesteśmy, ponieważ osądzamy innych ludzi jako gorszych od siebie.

Przypatrujmy się wewnętrznym poruszeniom serca wtedy, kiedy ktoś nam dokuczy, niesprawiedliwie osądzi, albo zakwestionuje nasz autorytet. Jeśli pojawi się gniew albo smutek, to będzie świadczyć o tym, że jeszcze pycha i próżność zapuściły w nas głęboko korzenie. Trzeba się będzie mocno natrudzić, żeby najpierw je odkryć, wydobyć na światło dzienne, a potem usunąć. A to może zaboleć. Często najcięższa pokusa nie polega na uleganiu tzw. wartościom materialnym. Materia nie jest groźna. Świat stworzony jest dobry. Najgorsze, bo rzeczywiście szatańskie, są pokusy utwierdzające człowieka w przekonaniu o własnej świętości i ściśle z nimi związana skłonność, a wręcz nałóg, do pogardzania innymi i osądzania ich. Święty Paweł napisał: “Niechaj się nikt nie łudzi! Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość” (1 Kor 3,18). Pilnujmy serca, przyglądając się własnym mniemaniom o sobie i o innych. Bowiem przyznanie się do niewiedzy o tym, czy jest w nas Duch Święty, jest oznaką pokory. I można z nią żyć, spokojniej. A może nawet i ciekawiej? Pan Bóg lubi niespodzianki.

ks. Tomasz Łach

Zwyczajność Boga

       “Smakuje jak domowy” – zauważyłem kiedyś taką zachętę na paczce sera. Twórca założył, że tak przekona klientów do zakupu tego rodzaju żywności. Nie wiem, czy macie świadomość, ale w reklamie produktów żywnościowych często używa się substancji nic niemających wspólnego z jedzeniem. I tak gęstą śmietanę z powodzeniem może symulować gęsta biała farba emulsyjna. Truskawka, czerwona i pękata może wcale nie wydawać zapachu, po jest zrobiona z tworzywa sztucznego. Pewnie producenci żywności bardzo by chcieli, żeby tak wyglądały ich produkty. Jednak ten, kto wie cokolwiek o rzeczywistym rolnictwie, albo sam tym się para ma świadomość, że to jest to trudne i często niewykonalne. Specjaliści dobrze wiedzą, że ludzie “kupują oczami” i zanim pójdą do sklepu, mają już wcześniej jakieś wyobrażenie o tym, czego szukają. Mam na myśli produkty żywnościowe. Inaczej jest z wytworami techniki. One są czymś nienaturalnym, zupełnie nowym. Zaskakują z definicji. Jak choćby to, co widzicie na zdjęciu po lewej stronie. Wygląda jak świeca i świeci jak świeca, ale … nie daje ciepła. Nie spala się, nie kopci, nic nie jest w stanie od niej się zapalić, czyli nie może swojego płomienia innej świecy przekazać. Jest wieczna. Trzy tygodnie na bateriach. Potem się je wymienia i jest jak nowa. Cała z plastiku, więc nie pachnie woskiem i pracowitymi pszczołami. Piękna sztuczność. Smakuje jak żywa, ale żywa nie jest.

        Niewątpliwie jest w nas pragnienie Boga. Tylko pytanie, czy chodzi o Boga żywego? Czy nasz ideał boskości? Syn Boży stał się człowiekiem. Jego bóstwo zostało całkowicie zjednoczone z ludzkim człowieczeństwem w jednej osobie Jezusa Chrystusa. W swej pokorze Bóg uniżył samego siebie i we wszystkim, oprócz grzechu, stał się podobny do ludzi. Chciałbym zauważyć, że to wyrażenie “we wszystkim” zawiera w sobie tylko jeden wyjątek – grzech. Bóg nie udawał człowieka. On nim rzeczywiście się stał. Dlatego tak trudno było Go rozpoznać. Jego poniżenie na krzyżu miało ostatecznie rozwiać wątpliwości – Bóg nie może się tak ukazać człowiekowi.

       Niestety my za bardzo chcemy, żeby Pan Jezus nam smakował tak, jak czasem próbuje się Go reklamować: szokujący, antysystemowy rewolucjonista, taki celebryta Jesus Christ Super Star, który zafundował ludzkości globalny performance Golgoty. Prawdziwe są w tym obrazie jedynie nasze wyobrażenia, trafnie wyrażone przez pewną pobożną panią przypatrującą się kiczowatemu obrazkowi: Popatrz Krysiu, na tym obrazku Pan Jezus jak żywy. No właśnie. Może i “smakuje jak żywy”, wygląda jak żywy, ale czy jest żywy, czy żyje?

        Pan Jezus rzeczywiście był człowiekiem. To znaczy, że na pierwszy rzut oka nikt nie był w stanie go odróżnić od innych zwykłych ludzi. Bóg przyszedł do nas jako człowiek. Po ludzku mówił, chodził, jadł, spał, trawił i wszystko inne, co ludzkie nie było mu obce, z wyjątkiem grzechu. Nie inaczej jest dzisiaj. Pan Jezus zmartwychwstały jest obecny wśród nas i daje nam się poznać w ludzkim obliczu Kościoła: w słowie, w znakach sakramentalnych, w zwykłej szarej codzienności nasyconej pokorną służbą ludziom nam najbliższym. Najbliższym nie w sensie tych, których lubimy, gdy są blisko przy nas, ale tych, którzy żyją  najbliżej nas. Żywi ludzie inaczej smakują. Nie są wieczni. Nie są też na sprzedaż, więc nie trzeba, żebyśmy im od razu wierzyli, kiedy próbują samych siebie promować. Podobnie i każdy z nas nie musi siebie reklamować, żeby nas ktoś kupił i przygarnął. Pan Jezus jest prawdziwy, żywy i nieudawany. Bądźmy też tacy, dla siebie nawzajem. Unikajmy sztuczności i przesady. A może Zwyczajność, obok Miłosierdzia i Wszechmocy też jest jednym z ważniejszych przymiotów Pana Boga?