Menu Zamknij

Najpierw posłuchajcie ….

A jak wam minął ten tydzień? Dużo czasu zmarnowaliście? Mnie się to czasem zdarza. Kiedy sobie pomyślę, co zrobiłem wieczorem i dochodzę do smutnego przekonania, że … niewiele. Dzień przeżyty bez sensu? Bez wartości? Czy Pan Bóg mi tego dnia nie zaliczy?

Pytanie abba Sisoesa nie jest zbytnio intrygujące. Nic nieznaczącym towarzyskim zagajeniem: “Jak idzie?” “Po japońsku, jakotako” – chciałoby się odpowiedzieć. A może Sisoesowi chodzi o coś zupełnie innego? Jak tam twój trud? Posuwasz się do przodu? Stoisz w miejscu, czy jest postęp? Zapytany wzdycha zniechęcony. Może nawet jest załamany: “Straciłem dzień, ojcze!”.

Również i na nas przychodzą chwilę zniechęcenia. Trudzimy i nie widzimy efektów naszej pracy. Może być jeszcze gorzej. Widzimy stratę czasu, szansy, która nam umknęła. Kolejny dzień i kolejna porażka. Czy naprawdę? A przecież może być tak, że ktoś mógł zrzeszyć, a nie zgrzeszył. Szansa bezpowrotnie minęła. Mógł oszukać, a nie oszukał. Mógł powiedzieć coś przykrego bliźniemu, a nie powiedział. Miał szansę zemścić się, a tego nie uczynił. Strata może więc dotyczyć nie tylko dobra, ale i zła. Ściślej mówiąc, może być dobra lub zła strata. Z zastrzeżeniem, że drugie zdanie jest odwrotnością pierwszego. Dobrze się dzieje, że tracimy okazję uczynić coś złego. Natomiast źle się dzieje, gdy zaniedbując dobro, tracimy szansę, aby je uczynić. Pamiętamy też słowa Pana Jezusa z ewangelii: Kto chce zachować swoje życie, straci je. Kto straci swe życie z powodu Mnie i ewangelii, ten je zachowa. (por. Łk 9, 24). Poczucie straty może być więc niejednoznaczne. Nie ono się liczy tak naprawdę, ale to, co tracimy. Jest jedno słowo, bardzo podobne do czasownika “stracić”. Tym słowem jest “zmarnować”. Zmarnować, to znaczy nie wybrać tego, co dobre. Zaniedbać dobro. Jeśli tracimy okazję do grzechu, nic się nie marnuje. Wręcz przeciwnie. Zyskujemy: wolność, pokój, zwycięstwo. Strata dobra zawsze jest zmarnowaniem.

Sisoes jakby tego wszystkiego nie miał rozumiał. Czyżby podchodził lekceważąco i lekkomyślnie do swego postępowania? Skoro dziękuje Bogu, kiedy traci dzień? Problem w tym, że nie wiemy, co stracił. Może właśnie kolejną okazję do grzechu? A nawet gdyby zgrzeszył, to wie, że jest w ręku Boga i dopóki On jest przy nim, to może wiele stracić bez zmarnowania. Jeśli zgrzeszy, nie pozwoli, traci nadziei. Wierzy, że Pan da mu szansę pokuty i poprawy. Wie, że idzie, ale jeszcze nie doszedł. Jest w drodze. Podobnie jak my. Mijają kolejne godziny, dni, tygodnie i lata, a my ciągle idziemy. Byle do przodu. Przyjdzie kiedyś pewnie taki moment, gdy czas się dla nas zatrzyma. Wtedy i my się zatrzymamy, ale póki co idziemy. Zyskujemy albo tracimy. Jeśli zachowamy w sercu nadzieję i miłość, to Pan nie pozwoli, żebyśmy poszli na zatracenie. Dlatego trzeba dziękować i ciągle zaczynać od nowa.

ks. Tomasz