Menu Zamknij

Zwyczajność Boga

       “Smakuje jak domowy” – zauważyłem kiedyś taką zachętę na paczce sera. Twórca założył, że tak przekona klientów do zakupu tego rodzaju żywności. Nie wiem, czy macie świadomość, ale w reklamie produktów żywnościowych często używa się substancji nic niemających wspólnego z jedzeniem. I tak gęstą śmietanę z powodzeniem może symulować gęsta biała farba emulsyjna. Truskawka, czerwona i pękata może wcale nie wydawać zapachu, po jest zrobiona z tworzywa sztucznego. Pewnie producenci żywności bardzo by chcieli, żeby tak wyglądały ich produkty. Jednak ten, kto wie cokolwiek o rzeczywistym rolnictwie, albo sam tym się para ma świadomość, że to jest to trudne i często niewykonalne. Specjaliści dobrze wiedzą, że ludzie “kupują oczami” i zanim pójdą do sklepu, mają już wcześniej jakieś wyobrażenie o tym, czego szukają. Mam na myśli produkty żywnościowe. Inaczej jest z wytworami techniki. One są czymś nienaturalnym, zupełnie nowym. Zaskakują z definicji. Jak choćby to, co widzicie na zdjęciu po lewej stronie. Wygląda jak świeca i świeci jak świeca, ale … nie daje ciepła. Nie spala się, nie kopci, nic nie jest w stanie od niej się zapalić, czyli nie może swojego płomienia innej świecy przekazać. Jest wieczna. Trzy tygodnie na bateriach. Potem się je wymienia i jest jak nowa. Cała z plastiku, więc nie pachnie woskiem i pracowitymi pszczołami. Piękna sztuczność. Smakuje jak żywa, ale żywa nie jest.

        Niewątpliwie jest w nas pragnienie Boga. Tylko pytanie, czy chodzi o Boga żywego? Czy nasz ideał boskości? Syn Boży stał się człowiekiem. Jego bóstwo zostało całkowicie zjednoczone z ludzkim człowieczeństwem w jednej osobie Jezusa Chrystusa. W swej pokorze Bóg uniżył samego siebie i we wszystkim, oprócz grzechu, stał się podobny do ludzi. Chciałbym zauważyć, że to wyrażenie “we wszystkim” zawiera w sobie tylko jeden wyjątek – grzech. Bóg nie udawał człowieka. On nim rzeczywiście się stał. Dlatego tak trudno było Go rozpoznać. Jego poniżenie na krzyżu miało ostatecznie rozwiać wątpliwości – Bóg nie może się tak ukazać człowiekowi.

       Niestety my za bardzo chcemy, żeby Pan Jezus nam smakował tak, jak czasem próbuje się Go reklamować: szokujący, antysystemowy rewolucjonista, taki celebryta Jesus Christ Super Star, który zafundował ludzkości globalny performance Golgoty. Prawdziwe są w tym obrazie jedynie nasze wyobrażenia, trafnie wyrażone przez pewną pobożną panią przypatrującą się kiczowatemu obrazkowi: Popatrz Krysiu, na tym obrazku Pan Jezus jak żywy. No właśnie. Może i “smakuje jak żywy”, wygląda jak żywy, ale czy jest żywy, czy żyje?

        Pan Jezus rzeczywiście był człowiekiem. To znaczy, że na pierwszy rzut oka nikt nie był w stanie go odróżnić od innych zwykłych ludzi. Bóg przyszedł do nas jako człowiek. Po ludzku mówił, chodził, jadł, spał, trawił i wszystko inne, co ludzkie nie było mu obce, z wyjątkiem grzechu. Nie inaczej jest dzisiaj. Pan Jezus zmartwychwstały jest obecny wśród nas i daje nam się poznać w ludzkim obliczu Kościoła: w słowie, w znakach sakramentalnych, w zwykłej szarej codzienności nasyconej pokorną służbą ludziom nam najbliższym. Najbliższym nie w sensie tych, których lubimy, gdy są blisko przy nas, ale tych, którzy żyją  najbliżej nas. Żywi ludzie inaczej smakują. Nie są wieczni. Nie są też na sprzedaż, więc nie trzeba, żebyśmy im od razu wierzyli, kiedy próbują samych siebie promować. Podobnie i każdy z nas nie musi siebie reklamować, żeby nas ktoś kupił i przygarnął. Pan Jezus jest prawdziwy, żywy i nieudawany. Bądźmy też tacy, dla siebie nawzajem. Unikajmy sztuczności i przesady. A może Zwyczajność, obok Miłosierdzia i Wszechmocy też jest jednym z ważniejszych przymiotów Pana Boga?