Menu Zamknij

Przekraczanie granic

Dziś zmarł ks. Piotr Pawlukiewicz. Myślę, że większość z nas znała go z jego kazań. Raz go spotkałem, kiedy cztery lata temu miał konferencję dla naszych maturzystów na Jasnej Górze. Nie miałem okazji z nim rozmawiać. Jednak bardzo go ceniłem za to, jak głosił słowo Boże. Miał wyjątkowy dar. Potrafił mówić lekko i z humorem, ale jednocześnie głęboko i mądrze. Krążą w sieci jego kazania i konferencje. Warto do nich sięgać. Może właśnie teraz, kiedy mamy więcej czasu. Od najmłodszych lat pamiętam, że bardzo męczyły mnie kazania. Niewiele rozumiałem. Byłem już wychowywany w komunizmie. Co prawda w jego fazie schyłkowej, ale jednak. Jedną z przyczyn była na pewno nieobecność Kościoła w przestrzeni publicznej. W dodatku szkoła nieprzychylna wobec religii, o której mówiło się tam albo źle, albo wcale. To wszystko sprawiało, że Kościół dla mnie wydawał się środowiskiem zupełnie obcym. Najważniejszy postulat dla księży, którzy mówili kazania był jeden – żeby nie było za długo. Oczywiście były też wyjątki. Byli kapłani, których słuchało się z zapartym tchem. Niemniej takich ja pamiętam niewielu. Myślę, że ks. Piotra można słuchać godzinami. Nie nudzi. Nie moralizuje. Trafia do rozumu i do serca, co wbrew pozorom łatwe nie jest. Myślę, że nam księżom, grozi popadnięcie w dwie skrajności. Z jednej strony podniosły, patetyczny sztuczny bogoojczyźniany ton, a z drugiej tzw. styl luzacki, w którym kaznodzieja chce być bardziej showmanem, niż pokornym sługą słowa. Sądzę, że ks. Piotr potrafił znaleźć tu złoty środek. Słucha się go z ogromnym zainteresowaniem. Mówi z lekkością i poczuciem humoru. A jednak potem przychodzi refleksja, że to, co powiedział było mądre, życiowe, a nade wszystko – Boże. Będzie nam go brakować. Zapisał piękną kartę w najnowszej historii Kościoła w Polsce. Dziękujmy Panu Bogu, że w dobie Internetu i rewolucji cyfrowej dał nam ks. Piotra. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie. +